piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 4


Kiedy dotarli wreszcie na miejsce udali się prosto do kuchni. Harry nalał każdemu do szklanek wodę. Zajęli krzesła delektując się napojem, który smakował wyśmienicie w taką pogodę jaka była za oknem.
- Mamy godzinę 18. Co robimy?- spytał Louis odkładając pustą szklankę.
- Odpoczywamy, ponieważ niektórzy mają dość wrażeń jak na jeden dzień.- Liam dolał sobie kolejną porcję wody.
- To może jakiś film?- zaproponował Zayn.
- Zgadzam się.- Em podniosła jedną rękę do góry. Chłopcy popatrzyli na siebie kiwając twierdząco głowami.
- Oglądamy.- odpowiedział za wszystkich Horan.
- Ja, Emily, Louis i Liam zajmujemy się jedzeniem.- odparł Harry- Zayn zajmuje się pokojem, a Niall wybiera filmy. Jak ja lubię przedzielać zadania. – wszyscy wstali zabierając się za pracę. W kuchni cała czwórka  uwijała się jak mrówki. Wszyscy biegali by jak najszybciej wszystko skończyć. Chłopcy oczywiście nie zapomnieli o tym, że w każdej chwili muszą się dobrze bawić, więc po kuchni latały różne przedmioty. Dziewczyna zaciekawiona przyłączyła się do nich. Kiedy skończyła wykonywać wyznaczone zadanie postanowiła pomóc Zaynowi. Skierowała się do salonu, gdzie powinien znajdować się chłopak, lecz gdy tam weszła znalazła tylko Nialla. Pokój był już przygotowany. Stolik był odsunięty pod jedno z okien.  Na sofie leżały dwa koce i kilka poduszek, tak samo jak na podłodze.
- Gdzie jest Zayn?- zwróciła się do chłopaka stojąc w progu.
- Nie wiem.- przekładał opakowania z płytami nie podnosząc z nad nich wzroku. – Poszukaj go. Na pewno się gdzieś zaszył.
- Dzięki.- odwróciła się w stronę schodów, którymi miała zamiar iść do góry.- Zayn!- krzyczała, sądząc, że chłopak odpowie. Wchodziła po kolei do każdego pomieszczenia co chwilę wołając jego imię. Piętro domu widziała pierwszy raz. Znajdowały się tam trzy łazienki. Do każdej z nich można było wejść przez dwa pokoje. Na piętrze znajdowało się sześć sypialń. W każdym  z nich były drzwi prowadzące na duży balkon. Dziewczyna weszła do ostatniego pomieszczenia. Zauważyła, że na balkonie siedzi zguba. Postanowiła pójść do niego. Otworzyła ostrożnie szklane drzwi. Chłopak nie zauważył, że jest przez nią obserwowany.
W jednej ręce trzymał telefon, a drugą przecierał twarz. Siedział na wygodnie wyglądającym krześle. Obok znajdował się mały szklany stolik oraz drugie krzesło.- Nie przeszkadzam?- spojrzał na nią zaskoczony jej obecnością.
- Nie.- wysilił się na lekki uśmiech- Siadaj.- pokazał ruchem głowy krzesło obok. Następnie utopił swój wzrok w ulicach i budynkach L.A. Emily usiadła posłusznie. Popatrzyła na chłopaka, który wydawał się zupełnie inną osobą niż poprzednio. Na jego twarzy nie było już uśmiechu, a z oczu zniknęły wesoło tańczące iskierki, które jeszcze przedtem dodawały mu tyle uroku. Był smutny. Siedział zgarbiony trzymając
w dłoniach telefon. Jego ciemne włosy wydawały się jeszcze bardziej zmierzwione.
- Chciałam ci jeszcze raz podziękować za to, co dzisiaj zrobiłeś. Jestem ci naprawdę wdzięczna. Gdyby nie twoja pomoc, nie mam pojęcia gdzie obecnie bym się znajdowała.- obdarzył ją kolejnym lekkim uśmiechem.
- Nie ma za co. Każdy powinien tak postąpić.- wtopił palce we włosy.
- Doskonale wiesz, że nie każdego stać na taki czyn.- poszła za przykładem chłopaka i zgubiła swój wzrok w Los Angeles. Zapadła chwila ciszy, która była im bardzo potrzebna.- Dzisiaj spotkałam pięciu świetnych chłopaków.- zaśmiała się cicho. Ostrożnie zobaczyła, iż kąciki jego ust lekko się podnoszą.
- Nie chwal dnia przed zachodem słońca.
- Będę pamiętać. Przepraszam, może nie powinnam pytać, bo to twoja prywatna sprawa, ale czy coś się stało?- przybliżyła swoje kolana do brody i oparła je na nich. Po raz kolejny zapadła między nimi cisza. Emily wyczekiwała odpowiedzi patrząc w podłogę.
- Dzwoniłem do domu.- przerwał na chwilę- Tęsknię za nimi.- nie spojrzał na nią.
- Nie mogę powiedzieć ci „rozumiem”, bo to nieprawda. Nigdy nie wyjeżdżałam na tak długi czas z domu, ale wiem, że dasz sobie radę. Niedługo na pewno ich zobaczysz.- z całych sił chciała go pocieszyć. Czuła, że jest mu to winna.
- Wiem, że ich zobaczę, ale nie wiem jak długo tak wytrzymam.
- Słuchaj,- przekręciła się w jego stronę, by dobrze go widzieć.- może dobrze nie znam ciebie i chłopaków, ale oni będą z tobą zawsze. Nie zostawią cię i muszę ci powiedzieć, że jesteś ogromnym szczęściarzem, że ich masz.- popatrzył na nią zaciekawiony- Jesteś daleko od rodziny i to jest okropne, ale przyjaciele są
z tobą i będą cię wspierać . Oni wiedzą co czujesz, bo są w takiej samej sytuacji. Nawet nie wiesz ilu ludzi chciałby być na twoim miejscu. Twoja rodzina też tęskni za tobą, ale wiedzą, że robisz to co lubisz i dobrze się bawisz. Na pewno nie byli by zadowoleni, gdyby dowidzieli się, że siedzisz tu smutny. Czy mam do nich zadzwonić?- podparła brodę na dłoni. Uśmiechnął się lekko i zaprzeczył ruchem głowy.
- Nie, nie dzwoń.- widać była po nim, że rozmowa mu pomogła.
- Może chcesz sam posiedzieć, więc- pokazała ręką drzwi- pójdę sobie.- Podnosiła się już z krzesła, lecz głos Zayna ją powstrzymał.
- Zostań.- zdziwiła się jego zachowaniem. Odłożył telefon, który cały czas trzymał w ręce. Mając wolne dłonie zaczął bawić się swoimi palcami- Muszę ci chyba podziękować.
- Mi?- spojrzała na niego zaskoczona- Co ja takiego zrobiłam, że chcesz mi dziękować?- była bardzo ciekawa jego odpowiedzi.
- Pomogłaś mi. Nasza rozmowa dużo mi uświadomiła. Nie miałem z kim o tym porozmawiać. Nie chce, by chłopaki dowiedzieli się, że tęsknię i nie chodzi o to, że się tego wstydzę. Martwiliby się o mnie. Więc muszę ci to powiedzieć. Dziękuję.- lekki uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy odwrócił się w jej stronę.
- To jesteśmy kwita. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, to przychodź do mnie.- odwzajemniła uśmiech.
- A jeśli ty będziesz potrzebowała pomocy, to głośno krzycz.- zaśmiali się w głos.
- Będę pamiętać.- jeszcze chwile dookoła nich panował głośny śmiech, lecz z czasem zaczynał on ustępować.
- A czy ja mogę cię o coś zapytać?- oparł łokcie na stoliku.
- Pewnie.- odpowiedziała trzymając się za brzuch, który zaczął ją boleć od dużej ilości śmiechu.
- Cały czas to za mną chodzi, ale nie mam pojęcia jak mam cię o to zapytać.- podrapał się po karku.
- Zaczynam się bać.- zżerała ją ciekawość co do tego pytania.
- Czy w twojej rodzinie wszystko jest porządku?- spytał niepewnie. Dziewczyna zrobiła wielkie oczy zdziwiona tym co usłyszała.
- Dlaczego mnie o to pytasz?- odwróciła się do niego bokiem.
- Nie kontaktowałaś się z nikim po napadzie i powiedziałaś, że nie ma u ciebie w domu nikogo.- odetchnęła ciężko zastanawiając się, czy opowiedzieć o wszystkim chłopakowi. Zayn widząc zachowanie dziewczyny  powoli żałował, że zadał to pytanie.
- Dobrze, jeśli tak bardzo cię to ciekawi. Dwa miesiące przed poprzednimi wakacjami wraz z przyjaciółmi zapisałam się do organizacji, która miała budować domy w Sudanie. Przeszłam potrzebne badania, które wyszły znakomicie.  Na początku rodzice nie chcieli się zgodzić. Mówili, że jest to niebezpieczne, oraz że pragnął spędzić wakacje razem ze mną. Cudem ich przekonałam.  Tydzień przed wakacjami ruszyliśmy
w podróż. Było nas dużo z czego organizatorzy bardzo się ucieszyli. Przed wyjazdem odbyły się różne kursy, które miały nas do wszystkiego przygotować. Podczas pobytu dzwoniłam do rodziców codziennie, mówiąc, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie ma się o co martwić. Po jakimś czasie rozpoczęły się zamieszki, które trwały dwa dni. Miejscowa ludność, która była w nas zakochana chroniła nas, więc skończyło się tylko na siniakach i zadrapaniach. Całe szczęście domy, które budowaliśmy okazały się bardzo solidne, więc nie ucierpiały, chociaż inne budynki wyglądały okropnie. Rodzice o wszystkim dowiedzieli się
z telewizji i zaczęli do mnie wydzwaniać. Mieliśmy masę roboty. Pracowaliśmy od wczesnego ranka, po późną noc. Chciałam do nich zadzwonić, ale czas był na wagę złota. Nadal budowaliśmy domy, lecz także pomagaliśmy rannym, oraz staraliśmy się naprawiać inne budynki. Odezwałam się do nich dopiero cztery dni przed wyjazdem. Oczywiście nie byli z tego zadowoleni. Kazali mi od razu wracać do domu. Jak możesz się domyślić, zostałam. Było tak dużo do zrobienia. Liczyła się każda para rąk. Kiedy wróciłam w domu panował armagedon. Dostało mi się o to, że pomagałam ludziom. Lecz z tego lata niczego nie żałuję. Wybudowaliśmy sześć domów i pomogliśmy wielu ludziom. Tego lata także chciałam tam pojechać. Chyba nie musze ci opowiadać jaka była reakcja moich rodziców, kiedy opowiedziałam im o moim planach. Razem z nimi miałam jechać na wakacje do Rio de Janerio. Miały to być nasze wspólnie spędzone wakacje, podczas których miałam mieć zaplanowaną każdą minutę mojego życia. Nie zgodziłam się na to, więc
w domu wybuchła awantura, podczas której padło kilka niemiłych słów. Właśnie dzisiaj wylecieli na wakacje.  Kiedy wyjechali na lotnisko pobiegłam za nimi. Chciałam ich przeprosić, bo uświadomiłam sobie, że wina nie leży tylko po ich stronie, lecz kiedy dotarłam na miejsce, samolot odleciał. Wracając z lotniska napadli na mnie. Resztę już znasz- odgarnęła za ucho swoje ciemne włosy.
- Może zadzwonisz do nich?- spytał mając nadzieję, że jej pomoże.
- Myślałam o tym, ale nie mam pojęcia co mam im powiedzieć.
- Najlepiej prawdę. To co czujesz. – wiedział, że jest to banalna odpowiedź.
- Dobra. Cześć mamo. Cześć tato,- zaczęła z udawanym uśmiechem- to ja, wasza córka, pamiętacie? Chciałam was przeprosić, ale nie zapominajcie, że wina leży także po waszej stronie. Życzę miłych wakacji.- patrzyła na chłopaka wyczekując na jego odpowiedź.
- Nie do końca o to mi chodziło.- na jego twarzy zagościł grymas- Ale wiem, że sobie poradzisz
i powiesz coś lepszego.- wstał z krzesła kierując się do wyjścia- Powodzenia.- po chwili już go nie było.
Emily nadal siedziała nie ruszając się. Miało to na celu odwlec rozmowę z rodzicami. Kiedy po skończeniu wyobrażenia sobie po raz setny rozmowy jej i rodziców wyciągnęła z kieszeni telefon. Serce waliło jej
z niewyobrażalną siłą. Ręce trzęsły się, co nie pomagało w wybraniu numeru. Kiedy cyfry pojawiły się już na wyświetlaczu, a rozmowa została dokładnie ułożona w głowie, pozostało tylko wcisnąć jeden mały guzik, lecz to wydało się najtrudniejsze. Nie potrafiła się przełamać. Cały czas wmawiała sobie, że może to zrobić, ale to było bardzo trudne. Ostatni raz rozglądnęła się dookoła szukając jakieś wymówki. Kiedy żadnej nie znalazła, wzięła głęboki wdech i wcisnęła przycisk. Gdy usłyszała charakterystyczne pikanie miała wielką ochotę się rozłączyć, lecz wszystko się zmieniło, gdy usłyszała głos ojca. Nastała chwila ciszy, którą Emily przerwała słowem „cześć”.
Po kwadransie zadowolona odłożyła telefon. Nie spodziewała się, że to będzie aż tak proste. Oczywiście była to dość sztywna rozmowa, która nie przypadła jej do gustu, lecz było lepiej niż sobie mogła wyobrazić. Przeprosili się, co nie było trudne. Rodzice stwierdzili, że nie powinni zabraniać jej  wyjazdu. Stwierdzili, iż jest na tyle dorosła, by wybierać gdzie chce spędzać wakacje. Zaproponowali jej, by przyjechała do nich, lecz Emily odmówiła. Razem uzgodnili, iż kolejne wakacje dziewczyna spędzi w Sudanie, lecz ferie
z rodziną. Opowiedziała im także o napadzie, który strasznie ich przeraził. Zadawali jej mnóstwo pytań typu „Czy nic ci nie jest?”, „ Widziałaś ich?”,” Byłaś na policji?”, „Kim jest chłopak, który ci pomógł?” Zadowolona wstała z krzesła i podeszła do barierki. Zatopiła wzrok w Los Angeles. Poczuła się o wiele lepiej.  Musiała spędzać wakacje sama. Przyjaciele wyjechali do Sudanu, rodzice do Rio de Janerio, a Emily Shay została tutaj. Oparła się o barierkę. Słońce powoli zachodziło nad miastem. Asfaltem mknęły drogie samochody. Chodnikami chodzili ludzie zmęczeni po całym dniu, lecz byli też tacy, którzy rozpoczynali swój dzień. Kilka ulica dalej znajdował się jej dom, za którym ani trochę nie tęskniła. Nie chciała do niego wracać, wiedząc, że będzie tam zupełnie sama. Bała się tylko jednego, że niedługo będzie musiała zmierzyć się z tą samotnością. Prędzej czy później przestąpi jego próg.
- Emily- usłyszała za sobą czyjś głos. Odwróciła się gwałtownie. Naprzeciwko niej stał Harry- Czekamy na ciebie.- podszedł do niej uśmiechnięty.
- Przestraszyłeś mnie.- oburzyła się trzymając dłoń na sercu.
- Chciałem to zrobić. Stałaś taka zamyślona, więc pomyślałem, że fajnie będzie cię od tego oderwać.- zadowolony z czynu przybliżył się do niej.
- Głupek!- uderzyła go lekko w ramię.
- Nie ukrywam tego.- zaśmiali się w głos. Oboje oparli się o barierkę twarzą do miasta.- Ach, co za piękny widok.
- Fakt, nie można narzekać.- z dala można było usłyszeć dźwięk syreny policyjnej.
- Jesteś szczęściarą.- spojrzał na nią.
- Niby dlaczego?- zaskoczona czekała na jego odpowiedź.
- Mieszkasz w Los Angeles. Od kiedy pamiętam, marzyłem o tym, by tutaj zamieszkać.- spojrzał w dal.
- Tak, omija cię tyle świetnych rzeczy. Znakomita pogoda, wypady ze znajomymi na plaże, zakupy, imprezy i takie tam.
- Mam zamiar spróbować tego wszystkiego w te wakacje. Czy chciałabyś mi towarzyszyć w poznawaniu klimatu L.A.?- poprawił swoje włosy jednym ruchem głowy.
- Z wielką przyjemnością będę panu towarzyszyć.- powstrzymując się od śmiechu ukłoniła się lekko przed nim.
- Nie mogę się doczekać.
- Ale za to musisz mnie nauczyć tego.- poruszała głową tak, jak robił to Harry, lecz wyglądało to dużo gorzej.
- Mam nadzieję, że ja tak nie robię.- pokazał palcem na jej włosy.
- Nie, to była marna podróbka.
- Dobrze, zaraz zapisze cię na zajęcia, ale teraz lepiej chodź do chłopaków, bo pewnie zastanawiają się co my tu tyle czasu robimy.- spojrzał na nią wymownie, a jego brwi kilka razy powędrowały do góry
 i z powrotem. Obydwoje wybuchnęli śmiechem.
- Masz rację, lepiej chodźmy.- śmiejąc się ruszyli do wyjścia . Harry objął ją ramieniem. Radoście zeszli do chłopaków.
- No, wreszcie jesteście.- zaczął Liam- Co tak długo tam robiliście?- Harry i Emily spojrzeli na siebie.
- Siadajcie, bo zaraz zaczynamy.- zakomunikował Louis. Dziewczyna zajęła miejsce na sofie. Po jej lewej stronie siedział Malik, a po prawej Tomlinson, oraz Styles.
- Na dzisiaj wybrałem – zaczął Niall- komedie i horror. Sądzę, że rozpoczynamy od komedii.- chłopak włączył film i usiadł na ziemi obok Liama.
W pomieszczeniu panowała ciemność, ponieważ zasłony zostały zasłonięte. Wszyscy siedzący na sofie i na ziemi wygodnie wtulili się w koce i poduszki. 
Podczas oglądania drugiego filmu Emily nieświadoma położyła swoja głowę na ramieniu Louisa. Chłopak spojrzał na nią zaskoczony, lecz gdy zobaczył, że oczy dziewczyny są zamknięte uśmiechnął się sam do siebie i wrócił do oglądania.

Rozdział 4 pojawił się trochę później niż poprzednie. Niestety tworzenie rozdziałów trochę mi zajmuje i nie można zapominać o tym, że są wakacje, więc jest mniej czasu (kto by pomyślał).
Chciałam bardzo podziękować, za wszystkie komentarze, a było ich aż 19. W porównaniu z pierwszym rozdziałem, gdzie były 4 komentarze, to jest to dla mnie ogromna ilość.
Macie jakieś pytania? Piszcie pod postem, albo na mój e-mail  xcriminallovex@gmail.com.
Chcesz być informowanym? Pisz pod postem.
Za jakiekolwiek usterki przepraszam :)
Pozdrawiam :)